Garść refleksji po 2004 roku
Wszyscy robią
podsumowania minionego roku, postanowiłem i ja klepnąć parę zdań dotyczących tego, jak
to było w 2004. A bywało różnie. Ten rok zaznaczył się moją wyjątkowo częstą bytnością (dziękuję Ci
Gosiu) i pozwolił mi spojrzeć na różne aspekty działalności Parku oraz klimat biebrzański przez
pryzmat czterech pór roku. Tradycyjnie już ostatnio nie mieliśmy wiosny, a jedynie dziwną porę
jesienno - zimową, przechodząca bezpośrednio w lato. Brakuje mi tego wiosennego tchnienia Biebrzy
- gotujących się bagien i czasu sprzyjającego obserwacjom. A do tego wysoki poziom rzeki w tym
roku, który tylko na początku wakacji pozwolił na w miarę spokojne poruszanie. Później już
tylko potop. Zalane drogi, zalane łowiska, zalane pastwiska, zalane prawie wszystko. Myślę
jednak, że bagna odetchnęły doskonale tym wilgotnym płucem. Ptaki, po wyprowadzeniu lęgów
miały co jeść na tej kipiącej życiem stołówce. Ryby nie niepokojone przez wędkarzy,
bo przecież brak było dojścia do koryta, miały święty spokój. Wysoka woda niosła ze sobą
tyle towaru, że było co gryźć. Tak, dla ryb to był dobry rok.
Oczywiście dla tych, które
jakimś cudem uniknęły siatek i innych pułapek, stawianych przez "bogobojnych obywateli",
którzy za nic mają nakazy prawne i moralne. Chyba, że to znowu polska podwójna moralność.
Jak przemówić do sumień ? Może spróbować współpracy na linii Park - Proboszcz ? Straszna
krótkowzroczność, wyrżnąć wszystko co żyje, a potem egzystować na pustyni wśród gnijącego
gówna. Czarna wizja. Zniszczą sami swój dom, zniszczą rzekę, która od tylu lat
(ba! od tysiącleci ) wpływa na wyjątkowy klimat tego miejsca. Ktoś powie, że od setek lat
ludzie żyją z tej rzeki. Tak, ale wówczas narzędzia połowowe nie były tak skuteczne,
a solone ryby nie wytrzymywały tyle, co dzisiejsze poskręcane suchary,
w zamrażarkach wypełnionych po brzegi. Kiedyś naród nie magazynował tyle żywności,
a przecież żyło się gorzej. Skąd ten pęd do ładowania w lodówy ? No cóż, siatki
są wszędzie. Stoją bezkarnie w biały dzień, a już w miejscach które nie są dostępne
dla strażników z drogi, jest ich masa. Na stosunkowo dobrze mi znanym odcinku
Dębowo -Wroceń, widywałem je niemal każdego dnia. Stoją, a martwe ryby często
gniją. Dowody, a jakże np.: Sprzątanie Biebrzy, na tak krótkim odcinku, plaża
w Dolistowie, biały dzień - nurkowie ściągają ich pięć. Starorzecza we Wroceniu,
ujście Kopytkówki, Brzozówka..... Wszędzie. A powyżej Dębowa, tam to podobno
jest Meksyk. Dlaczego tak się dzieje. Dlaczego widzą je wędkarze, a nie widzi
ich straż. Ktoś powie, że mało pieniędzy, brak funduszy itp. Ale co będzie z tym Parkiem gdy
zginie rzeka ? Jeszcze raz powiem - Park to Biebrza !!! Czy nie warto odpowiednio zwiększyć tych
funduszy, a może nawet ponad miarę, aby właśnie chronić to co w Dolinie Biebrzy
najcenniejsze - właśnie ryby.
Nie będzie ryb, to nie będzie ptaków, zwierząt, bobrów, bagien,
turystów, nie będzie w końcu wędkarzy. A nie będzie wędkarzy, to nie będzie i Parku. Czy wpływy
z licencji wędkarskich nic nie znaczą ? A ci niestety uciekają z Biebrzy, uciekają nad inne
cieki i zbiorniki. Tam, gdzie nie zaczepia się haczykiem o oczko drygawicy, a ryby jeszcze są
i biorą nie tylko w wyjątkowo sprzyjające dni. Natomiast nad Biebrzą co raz trudniej o rybę
dla niewyspecjalizowanego łowcy. Tu, co raz częściej wieje "wschodni wiatr" "ciśnienie jest za
niskie" " woda przybrała" itp. wędkarskie wymówki na niepowodzenia. A prawda jest taka, że wszystko
jest ok. tylko ryb jest co raz mniej. Rzeka już sobie nie radzi sama z presją złych ludzi.
Trzeba jej pomóc. Może czas sięgnąć do zarybień (co się stało z sumem ?) O zgrozo, kto by o
tym kiedyś pomyślał. Zarybiać Biebrzę. Rzekę, która ma tyle naturalnych wylęgarni (starorzeczy).
Tylko, że teraz na starorzeczach jest rabunek, tarło leszcza to już legenda. Ryby "schodzą" worami.
A czasem aż biało od narybku potraktowanego prądem. Komu to zgłosić, jeśli na licencji wędkarskiej
nikt nawet nie umieścił telefonu alarmowego do Straży Parkowej. Skąd ludzie mają o tym wiedzieć ?
Czy tak się dba o klienta ? Kto się interesuje wędkarzem ? Przez cały rok, nie byłem nad Biebrzą
kontrolowany ani razu !!! Czy na tym łowisku specjalnym, jest w ogóle jakaś gospodarka ? Co w takim
razie znaczy "specjalne" lub "licencyjne" ? Czy nie powinno to być coś lepszego od innej wody,
szeroko dostępnej za standardową opłatą. Za co Park pobiera opłatę licencyjną ? Czy ktoś od kogo
kupiłem tą licencję, coś zrobił w moim interesie ?
Śmieszna historia mi się przypomina: kupując nową licencję na 2004 byłem obowiązany do zdania
starego rejestru połowu. Jako że rejestr dołączony do licencji był za krótki, musiałem korzystać
z dodatkowego formularza. Gdy przy zakupie chciałem go zdać, pani która sprzedawała powiedziała,
że interesuje ją "stara licencja", a nie jakiś formularz dodatkowy. Prosiłem, tłumaczyłem,
na nic to jednak. Pani wykazywała mi, że chodzi o starą licencję. Mówię, że to na pewno do badań
nad liczebnością gatunków i innych równie ważnych rzeczy. Rzeczy z punktu widzenia gospodarki
ichtiologicznej naprawdę priorytetowych. I nic. Pani wzięła tylko licencję, a na rejestr
nawet nie chciała patrzeć. Oddałem licencje i kupiłem nową, o dwadzieścia złoty taniej, bo zdałem
starą. I co jest świadomość ? Nikt tym ludziom pewnie tego nie wytłumaczył. Gratuluję. Ciekawe od
ilu ludzi, ta pani zebrała tak zafałszowany papier. A punkt to wyjątkowo ruchliwy.
Inna sprawa, to rzecz o której już wspominałem na stronie, czyli zielsko. Pełnia lata, a ktoś na
Kanale Augustowskim kosi zielsko, które tonami spływa Biebrzą. Siedzą wędkarze, którzy wówczas
przyjechali z Siedlec, z Rybnika, Wrocławia i innych odległych miejsc. Ludzie którzy przeczytali
(gdzieś !) że Biebrza to raj. I co Panowie Parkowcy. Wszyscy mają ich gdzieś, bo przez dwa dni
nie można zarzucić do wody wędki, bo sterty zielicha wszystko zgarniają. I tak dwa, trzy dni, aż
biednym ludziom kończy się weekend lub urlop. Pytam się - wrócą tu ? Po co ? Pojadą nad inną wodę,
zapłacą więcej i spokojnie połapią. Bo tam ich uszanują. Bo będą klientami, w pełnym tego słowa
znaczeniu. Tu niestety w dalszym ciągu nie są. Jak sprawa się zakończyła, nie wiem, chociaż ktoś
obiecał mi wyjaśnić zakończenie. Słowa nie dotrzymał.
Sprawa opisywanej przeze mnie na stronie przyduchy. Czy ktoś się tym zainteresował ? Sprawa
pojawienia się samicy tarłowej pstrąga potokowego przy moście w Dolistowie. Czy na kimś to zrobiło
wrażenie? Czy spróbował to wyjaśnić jakiś ichtiolog z Parku? To są tylko niektóre przykłady,
obrazujące jaki jest stosunek Parku do wędkarzy. Każą nam tylko sprzątać łowiska pod groźbą
odebrania licencji, ale kosze na śmieci: dwa lub trzy na kilka kilometrów żwirówki przy Dolistowie,
oczyszcza jedynie wzbierająca woda. To może starczy tych żali. Zaczynam zbierać następne materiały.
Na stronie jest kontakt. Proszę o informacje. Panowie z Parku ( a może i Panie, e nawet na pewno !!!)
będę was informował na bieżąco, o tym co ludzi boli. Jeśli ktoś z was to przeczyta, to proszę
bez obrazy, nie taka była moja intencja. Moja strona, też w jakiś sposób napędza wam klientelę,
ale ja nie mam ochoty przykładać ręki do tego, że ktoś jest robiony w konia. Zależy mi na tej rzece.
Chcę tu przyjeżdżać i uganiać się za kleniami, nad głową mając bieliki, a mit Biebrzy niestety
powoli pryska.
No to teraz czas na życzenia (nieźle co ?):
Szczęśliwego 2005 roku, czystych brzegów, dużych ryb, samych miłych spotkanych ludzi, uśmiechniętych
zwierząt, pieniędzy na paliwo do Hondy ( silnik do parkowej łodzi), więcej kasy na wypłaty dla strażników,
dużo strachu dla tych którzy powinni się ich bać i słońca dla wszystkich, i rolników, i letników oraz mniej,
tak niezadowolonych krytykantów jak ja.